Bản Tin Liên Hội Nhân Quyền Việt Nam ở Thụy Sĩ

Hát với Solidarność (1)

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Śpiewać z SOLIDARNOŚCIĄ

...

Usłyszcie !
Stukot butów Zomo przeskakuje drzwi
Niepokój pościgu, jak gdyby tropiono zwierzynę,
Uderzenia batów, pałek, we wściekłości
Zgrzytanie zębów. Płacze dzieci
Wołania kobiet o pomoc dla ich mężów 
Przenikliwy dźwięk metalicznych gąsienic napierających czołgów
Nieubłagalnie miażdżących.
O krystaliczne otchłanie niewinnych dusz!
Zatykamy gardło. Walczymy. Krzyczymy z całych sił.  
Duszą nam gardło. Śmieją się. Grubiaństwo !
Podczas gdy padający śnieg z deszczem
Przytłacza, jak podczas burzy
Czas staje w miejscu. Wszechświat milczy.
Nawet w dali, odgłosy strzałów nie przestają trzeszczeć
Idą w tym samym czasie co noc
Noc w Guernice, Noc w Oradour, Noc w Auschwitz,
Po Czechosłowacji, zdradzonej w Monachium
Następuje noc Polski.
Ze wszystkich tych tragicznych zdarzeń, które łączą się i tworzą daty
Nie możemy pominąć żadnego
W kopalni Wujek, wróg strzelał prosto do naszych braci robotników
W Gdańsku także, radzieckimi kulami, popłynęła krew.
Matko Polsko! Pozwól mi więc wysuszyć twe łzy
Podzielić głęboki ból który rozdziera twe serce
Dobrze wiem, że umrę , jeszcze jeden raz
Z twarzą na ramionach moich ukochanych braci.
Nieustający zapał Braterstwa
Odbija świetlistą aureolę Słońca prawdy
Skrystalizuje się w nalot z soli
Który rozpuści lodowate plamy czarnej krwi
Na brzegu Bałtyku.
Krew niewinnych ofiar czerwonego faszyzmu
Żałobna noc oblężenia, podczas godziny policyjnej
Odbija się wyraz twarzy ludu w żałobie.
Młody polski żołnierzu, nie słyszysz ich?
Kropla do kropli, w każdym dźwięku swoich preludiów
Chopin wylewa swoje gorzkie łzy
Łzy Miłości ludzkiej które wychodzą z jego serca
Jakby krzyk cierpienia zabłąkanego ptaka, złamanego skrzydła!
Tak więc, miły, nieduży, dobrze znany strumień
Czy zmieni swoje szemranie w ton skargi
Gdy Chopin Express zbliży się do obszaru górniczego
Syrena pogrzebowa zastąpi dźwięk dzwonów.
O Niebo! Aż do Ciebie wznoszą się zbrodnicze okrucieństwa
Bandy morderców, zdrajców swojej ojczyzny!
Polski bracie, nie przypominasz sobie?
Jak wiele lśniących luster…
Polska dzieci godnych narodu
Warszawa przypieczętowała upadek Armii bolszewickiej
Na Wiśle, ponownie, zostali pokonani.
Tej nocy, w głębi piekielnej otchłani
Nasze powołanie wzrasta. Życie rozkwitnie, jutro
Powrócimy do niego, ręka w rękę, świętować nasze odnalezienie.
Kłos, róża: zapachy i piękno przyszłości
Młodości, nie zegniesz nigdy więcej swoich kolan
By czyścić woskiem buty
Nie będziemy przeżywać już nigdy życia bez godności
Malowanie Pokoju, nie zrobimy tego już nigdy za drutem kolczastym
Nigdy więcej niesławnych obozów reedukacji, pracy przymusowej,
Ani muru wstydu
Pomiędzy sercami ludzi stworzymy Łuk Tolerancji.
Ośrodki odosobnienia psychiatrycznego
Nie będą zaprzątać już świadomości intelektualistów
Którzy ośmielili się głosić prawdę o imperializmie i jego marionetkowych poddanych. 
Poeci, pisarze, dziennikarze
Nie zegniemy już nigdy naszych piór
Tą chęć będziemy ostrzyć, pogłębiać
Nie porzucimy jej. 

Śpiewajmy razem z Polską, śpiewajmy z Wietnamem
Śpiewajmy w wierze i komunii
By zmieniać świat.
Miriady gwiazd towarzyszą nam w drodze
Te ślady ognia, słabe ale wieczne, będą jaśnieć długo
Te uważne oczy będą szukać kontaktu z naszymi
Ich niezmiennymi dalekimi odbiciami.
Kaci mogą nas torturować, wygnać, zabić, zamordować.
Obojętna Noc trwa w nienawiści, niesprawiedliwości, kłamstwie
Ale, już, dusza Polski się rozmnożyła
W cudowne rozmiary kosmosu, zbyt imponujące.
Zbierzmy umarłe liście
Cierpiące dowody !
Zapalmy latarnię która oświeci naszą drogę
Po każdym przewrocie
Nasi towarzysze drogi, nasi bracia, nasze siostry, nasi przyjaciele, prostują się
Podtrzymujemy się, zacieśniamy łokcie.
Żadna zima nie zdoła powstrzymać
Wątłych gałęzi pączkujących
Nowymi zielonymi liśćmi
I Wiosny radosnej ludzkości
Która kreśli swoje kroki kwieciem lotosu
Z całym wdziękiem, uleciałych.

Mógłbym mieć szczęście nadać dźwięk Nadziei
Chóralnemu Marszowi zatytułowanemu: Moja Polska niepoddana
Śpiewać z Solidarnością, nie śpiewam sam jeden,
Noc okrutna zakwitnie w obliczu Jutrzenki.

Boże Narodzenie 81
Nguyên Hoàng Bảo Việt

Tłumaczenie: Małgorzata Bąbelek 
Fragment ze zbioru wierszy ‘’Piętno Feniksa”
Wydawnictwo Ban Van 2008,  Paryż

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Quân Sử Việt Nam (TOP)